Wiadomości
Informacje
Gniezno.com.pl
Statystyki odwiedzin
Nasze dane
Wiadomości: 4885
Zdjęć: 54505
Wyświetleń zdjęć: 4825279
Głosów na zdjęcia: 5049
Panoram: 1
Plików audio: 2707
Plików video: 212
Linków: 17
Komentarzy: 9024
Ocen kom.: 60308
Blog Chmurka
Ściskaj mnie misiaczku
Artur Walczak zwycięzca Tunieju Siłaczy o Królewski Pas Mocy...
Tralalii tralala
Senator Piotr Gruszczyński oraz starosta Dariusz Pilak podcz...
Pitolenie ponad podziałami
Konferencja poświęcona współpracy MOK'u z eSTeDe i konflikto...
Lewicowy garnitur
Narada wojenna czy wymiana myśli między prezydentem Jacekiem...
Debata wojenna
Poseł Zbigniew Dolata i wicestarosta Robert Andrzejewski deb...
Blogi
Redaktor naczelny
Ramzes Temczuk
Mam dla was dzisiaj kilka jaj - jaj z Gniezna i z powiatu gn...
Robert Gaweł
"Radni - członkowie Komisji Kultury, Promocji i Turystyki sp...
Krzysztof Zalaszewski
Władza spolegliwych nagradza. Jest to prawda stara jak świat...
Paweł Bartkowiak
W najbliższą niedzielę odbędzie się w Gnieźnie "Marsz dla ży...
Renata Smaglewska
Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie....
Paweł Koch
Jeszcze się starosta nie zdążył wypowiedzieć na temat swojeg...
Rafał Popek
Czyli jak zniszczyć mistrzostwa dla korzyści wąskiej grupy l...
Michał Muraszko
Pierwszy numer gazety ukazał się 1 października 1895 roku. P...
Już niedługo na Gniezno.com.pl
Już dziś o 10:30Resekcja
Już dziś o 18:00Nowy Sklep Muzyczny w Gnieźnie!
Kamery Internetowe Online
Popularne tematy na portalu
Najnowsze tematy na portalu
Najnowsze komentarze
Polecane zdjęcia
Najnowsze tematy na forum
Zapowiedzi
Najnowsze fotoreportaże
Sobota, 19 Marca 2011, 10:38 | Autor: Beata OrczykowskaJeśli klikniesz na ten link wylistujesz wszytkie wiadomości których autorem jest Beata Orczykowska
Wywiady: Społeczne | Pokaż na mapie
Wyświetleń: 2211 | Komentarzy: 4

Pan Jerzy Andrzejewski - fotograf znany Gnieźnianom głównie z dokumentowania ważnych wydarzeń miejskich, opowiada jak stał się szczęśliwcem, który robi w życiu to, co lubi. Ten wywiad uchyla nam drzwi do Jego pracowni. Zapraszamy...
Zacznijmy o małej retrospekcji. Jak długo już zajmuje się Pan fotografią?
Często mam stawiane pytania o to, od kiedy zajmuję się fotografią. Moja przygoda zaczęła się od I komunii św. Podarowano mi wtedy aparat fotograficzny. [W kolekcji stoi taki podobny - ale to już syn mi dokupił całkiem nie dawno, bo tamten się nie zachował.] Tak więc dostałem swój pierwszy aparat a w niedługim czasie mój ojciec również sobie kupił i tak wspólnie się tym zajęliśmy.
Jednak zwykle na takie pytanie odpowiadam, że początkiem był 1968 rok, ponieważ wtedy po raz pierwszy "robiłem" odpust św. Wojciecha już na zamówienie do Kurii. Dostałem za tę pracę pierwsze wynagrodzenie i dlatego właśnie tę datę, ten 1968 rok, uznaję jako początek, choć przygoda z fotografią zaczęła się dla mnie w wieku 9 lat.
Co sprawiło, że fotografia zajęła tak ważne miejsce w Pana życiu?
To było moje hobby do czasu aż nieżyjąca już pani Gabriela Mikołajczyk - Dyrektorka Muzeum mieszczącego się wtedy przy ul. św. Jana, zwróciła się do mnie z ofertą pracy. Zająłem się organizowaniem tam pracowni fotograficznej właściwie od podstaw i fotografowaniem zabytków archeologii - zarówno wykopów, jak i znalezisk - bardzo często rzeczy wręcz miniaturowych. Trzeba przy tym przypomnieć, że wtedy była tylko czarno-biała fotografia. Poza ujęciem wszystkich elementów ze szczegółami (jakiś korzonek, skorupka, kamyk, czy żyłka) chodziło jeszcze o uwzględnienie rozpiętości barwnej w różnych odcieniach szarości. Nie było to zbyt łatwe i do pożądanego efektu często dochodziło się po bardzo wielu próbach. To była w pewnym sensie taka szkoła fotografii, która przynosiła mi satysfakcję i dzisiaj fotografia jest głównym moim zajęciem - z tego się utrzymuję.
Jak to się stało, że zajął się Pan dokumentowaniem wydarzeń mających miejsce w Gnieźnie i jaką uroczystość wspomina Pan jako taką pierwszą ważną, którą Pan fotografował?
Trochę wynikało to z zamówień ale też z jakiejś wewnętrznej potrzeby. Było i tak, i jest tak praktycznie do dzisiaj, że jeżeli uznaję, że coś jest warte sfotografowania (wydarzenie, uroczystość, czy inny rodzaj jakichś zdarzeń w mieście), to nie czekam aż ktoś mi zleci tę pracę. Jeśli tylko pozwala mi na to czas i jestem na miejscu, to po prostu biorę aparat i idę to fotografować. Często jest też tak, że jak ktoś mnie tam zobaczy, to potem komuś się "otworzy furteczka", że rzeczywiście mógł poprosić o taką dokumentację i ten materiał często jest prędzej, czy później wykorzystywany.
Jako pierwszą uroczystość o dużej wadze, którą dane mi było fotografować, wspominam I Pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski w 1979. Otrzymałem wtedy specjalną przepustkę, dzięki której mogłem być blisko najważniejszych wydarzeń i fotografować zarówno na błoniach gębarzewskich, jak i na Wzgórzu Lecha. To było niesamowite przeżycie.
Czy dokumentowanie uroczystości i imprez w Gnieźnie to jedyne Pana zajęcie związane z fotografią?
Dokumentacja uroczystości i imprez, to jest zapewne nawet nie 10% w zakresie fotografii, którą ja wykonuję. Zajmuję się też fotografią studyjną ale nie taką, jaka kojarzy się większości ludzi - z modelami, bo moi modele są nieżyjący i liczą sobie po kilkaset lat. To pomieszczenie (studio - przyp. red.) widziało wiele rzeczy, wiele zabytków - począwszy od złotnictwa, rękopisów, szat liturgicznych, elementów architektonicznych aż po zabytki materialne - np. monety.
Czy trudno wykonuje się fotografie studyjne dokumentujące takie skarby?
Dziś jest trochę łatwiej - komputer nam dużo pomaga - usunąć tło, odpowiednio pokierować światłem. Kiedyś jednak, kiedy fotografia odbywała się na pozytywie, czy negatywie, to wszystkie te efekty - szczególnie w fotografii bezcieniowej, z dużą głębią ostrości i z wiernym oddaniem jak najmniejszych szczegółów trzeba było kombinować tłem i światłem. Te efekty, które dzisiaj uzyskuje się za pomocą komputera - wtedy trzeba było uzyskać jeszcze przed zwolnieniem migawki.
Chociaż do dziś wyznaję zasadę, że trzeba sfotografować obiekt tak, żeby jak najmniej, a najlepiej wcale nie poprawiać przy komputerze. To się wiąże także z plastyką tej fotografii, bo takie "głaskane" zdjęcie często robi się potem martwe, mało plastyczne - dodajemy ładne gładkie tło i ta fotografia jest jakby wycięta z innego świata. Druga sprawa, to w mojej pracy - po tygodniowym wyjeździe na zdjęcia przywożę osiem tysięcy fotografii i gdybym nad każdą miał siedzieć i ją poprawiać komputerowo, to ten tydzień pracy fotograficznej na zewnątrz rozłożyłby się na miesiące. Trzeba więc to wypośrodkować.
Spotyka się, najczęściej wśród młodych ludzi, którzy doskonale posługują się komputerem, takie przekonanie, że jak sobie kupią w miarę dobry aparat, to będą super fotografami. Takie stanowisko dominuje głównie wśród grafików komputerowych, którzy uważają, że obojętnie jak starannie lub nie zrobią zdjęcie, to je sobie poprawią na komputerze i będzie dobre. A to nie jest do końca tak.
Jakie było najtrudniejsze zadanie, które Pan otrzymał ?
Ja nie mam zadań jednakowych - może są podobne ale każde z nich jest inne. Najtrudniejsze to były, może nie teraz, bo teraz to można sobie poradzić, bo np. stać mnie na lepszy sprzęt. Kiedyś, gdy sprzęt był niedostępny albo leżący poza moimi możliwościami finansowymi trzeba było posługiwać się jakimiś półśrodkami - żeby przy minimum nakładów uzyskać maksimum efektów.
A najtrudniejsze było w tamtych czasach wykonywanie fotografii złota znajdującego się w skarbcu katedralnym w przyziemiach wieży (tam ten skarbiec jest do dzisiaj, tylko część zbiorów przeniesiona została do Muzeum Archidiecezjalnego). Było to o tyle trudne, że już wtedy narzuciłem sobie taki pewien standard, żeby na zdjęciu było jak najmniej plam wynikających z odbić na błyszczących powierzchniach. Dzisiaj można by powiedzieć - że na komputerze sobie tę plamę usunę ale kiedyś to było nie do wykonania. Dziś mamy też możliwość zakupienia gotowych namiotów bezcieniowych a ja takie konstrukcje zmuszony byłem wtedy budować sam - z kalki technicznej i kartonu.
Jest taki kielich, który sąsiadował ostatnio na wystawie z tym skradzionym pierścieniem - podarowany przez Polonię kanadyjską - on już wtedy był w skarbcu i to z nim był największy problem, żeby go sfotografować bez odbić.
Poza tym czasem trudności nastręczają fotografie jakiejś architektury, kiedy trzeba gdzieś tam wchodzić przez dachy i trochę się nagimnastykować, żeby odpowiednio ująć temat.
W tak długiej pracy zapewne zdarzały się niejednokrotnie nietypowe historie związane z wykonaniem jakiegoś ujęcia. Czy może nam Pan opowiedzieć o zdjęciach, które wiążą się z jakimiś wyjątkowymi zdarzeniami ?
Wykonanie jakiegoś zlecenia zawsze wiąże się z jakąś tam historią ale niektóre już się zacierają, bo to już trochę lat minęło.
Kiedyś postanowiłem sfotografować naszą katedrę gnieźnieńską z dachu skrzydła "piątki" przy ul. Tumskiej (tego budynku, gdzie jest dzisiaj hotel - wtedy był to jeszcze budynek mieszkalny). Na dach wprowadził mnie pewien pan - wszedłem przez otwór ok. 40 cm x 40 cm. Po skończonej pracy opuściłem sobie statyw na lince ale okazało się, że zapomniano o mnie. Gdy próbowałem wydostać się stamtąd zaklinowałem się w tym otworze i nie mogłem ani wyjść z powrotem na dach ani zejść. Trwało to ze 40 min. zanim ten pan sobie przypomniał, że ja fotografuję na górze. Musiałem więc tam się trochę przytrzymać, bo inaczej spadłbym 4 metry w dół.
Czy wśród swoich fotografii ma Pan jakieś zdjęcie, które szczególnie Pan lubi?
Zdjęć może takich ulubionych nie mam ale miejsce tak. Jest jedno takie szczególne w Gnieźnie, gdzie przechodząc o różnych porach roku, różnych godzinach, czasem również nocnych i mając przy sobie aparat prawie zawsze tam fotografuję. I to jest miejsce, gdzie o tej samej porze roku, tym samym dniu i godzinie - te same warunki pogodowe powodują, że zdjęcia są do siebie podobne ale nigdy nie są jednakowe. I tu chodzi o najkrótszą prawie ulicę u nas w Gnieźnie - ul. św. Wojciecha - ten zakątek, to wzgórze, te kanonie - to miejsce dla mnie wyjątkowe. Koledzy, którzy też fotografują śmieją się, że ta ulica, to jet moja choroba.
Z aparatem w ręce pracuje Pan od wielu lat. Przez ten czas rynek sprzętu fotograficznego mocno się rozwinął i od czasu wejścia do powszechnego użytku aparatów cyfrowych wciąż toczy się spór pomiędzy zwolennikami tych właśnie a tradycjonalistami pracującymi na analogach. Jakie jest Pana zdanie w tej sprawie?
Fotografia cyfrowa bardzo uprościła i znacznie skróciła cykl edytorski, czy to na potrzeby książki, prasy, czy albumu, czy choćby internetu ale w dalszym ciągu urzeka mnie fotografia analogowa - ta pełnia półtonów. A fotografia cyfrowa - już sam aparat przez to, że możemy ingerować w światła, w szczegóły w cieniach, to jakoś spłaszcza nam tę fotografię. Podobnie jak kiedyś ciemnia była takim miejscem tajemniczości, to w tej fotografii analogowej są też takie plamy w cieniach nie do końca czytelne i to jest też taki zakątek dla oglądającego, którego zawartości może się tylko domyślać. W cyfrze zaś jest to wszystko jakoś tak pokazane ze szczegółami, chociaż muszę powiedzieć, że lustrzanki z tej najwyższej półki już teraz dają obraz zbliżony mocno do fotografii analogowej.
Podsumowując - zaciera się różnica pomiędzy jakością fotografii analogowej a cyfrowej.
Widzę u Pana całkiem sporą kolekcję aparatów z różnych "czasów" - niektóre to egzemplarze wręcz kolekcjonerskie. Dlaczego je Pan gromadzi i czy wszystko to są aparaty, na których Pan kiedyś pracował?
Jest tutaj może z 10% aparatów, których ja nie miałem w rękach w użyciu - na pozostałych pracowałem i nawet te, które nie zachowały się u mnie pozyskuję na jarmarkach staroci - często tutaj w Gnieźnie. Jeśli zauważę dany model, którego wcześniej miałem i mi się spodoba, to go kupuję.
Połowa tych aparatów to są moje zbiory - na których wcześniej pracowałem a pozostałe dokupuję ale też w większości takie, którymi wcześniej się posługiwałem.
Najstarszy w mojej kolekcji jest aparat z 1907 roku z lampą z 1924 roku - to taka moja perełka, choć wiadomo, że na nim nie pracowałem. Mieszek ma dziurawy ale migawka chodzi do dzisiaj. Mam też kilka "dziwadeł", które nie były u nas dostępne a przyjechały ze Stanów Zjednoczonych oraz 3 egzemplarze "Druha", od którego zaczęła się ta fotograficzna przygoda.
Trzeba przyznać, że kolekcja robi wrażenie - jest dość spora.
Znajduje się w niej ok. 110 egzemplarzy.
Na jakim sprzęcie zaczynał Pan fotograficzną przygodę a na jakim pracuje obecnie?
Taki aparat, który kupiłem - to jest Rolleycord (odmiana prasowej wersji Rolleiflexa) - i tym właśnie aparatem mnóstwo takich już poważnych "robót" się wykonało.
Obecnie pracuję na Nikonach cyfrowych.
Dlaczego wybór padł właśnie na ten model i markę?
To w pewnym sensie przypadek, że udało mi się wejść w ten sprzęt profesjonalny od Nikonów - zacząłem gromadzić obiektywy i teraz zmiana aparatu na inną markę wiązałaby się z wymianą całego osprzętu. Pozostałem przy Nikonie również dlatego, że jako jedyny (oprócz Pentaxa) od lat 50-tych nie zmienił mocowania obiektywów. Jeśli do obecnych modeli profesjonalnych lustrzanek cyfrowych założy się któryś ze starych obiektywów analogowych z wyższej półki (dobrej klasy), to obiektywy sprzed 40 lat będą współpracowały z tym sprzętem - wszystkie pomiary będą działały poprawnie - tylko ostrość trzeba będzie ustawiać ręcznie. Mnie nie potrzebna jest do pracy żadna automatyka i zamiast kupować nowy obiektyw - przy tym systemie mogę za 1/4 wartości wyprodukowanego teraz, kupić tej samej klasy obiektyw od analogowego Nikona, który doskonale spełni swoje zadanie.
Czy ma Pan swojego ulubionego fotografa? Jakiegoś mistrza, od którego czerpie Pan lub czerpał w przeszłości inspiracje?
Działam w różnych dziedzinach fotografii więc muszę powiedzieć tak: jeżeli chodzi o fotografię krajoznawczą, którą się kiedyś zajmowałem, to moim ulubionym fotografem była pani Annie Leibovitz. Potężna kobieta - nosiła w torbie cały zestaw obiektywów, na wyprawach dźwigała średnio po 60 kg. Z fotografii reportażowej, to był pan Henri Bresson. W dalszym ciągu mnie urzekają fotografie Jana Bułhaka - uzyskany na nich klimat. Gdyby ktoś się zaczął zajmować krajobrazem i chciał robić to w wersji czarno-białej, prace Bułhaka stanowią doskonały przykład, choć jest to osoba trudna do naśladowania. Jeśli chodzi o fotografię, którą zajmuję się zawodowo i którą żyję - to jest pan Adam Bujak. Starszy już pan, przyjaciel naszego nieżyjącego już Papieża - stara szkoła fotografii - architektura, głównie sakralna. Jest to pan, który wyznaje zasadę, że z poziomem, to można różnie w fotografii architektury robić ale pion powinien być pionem. I ja również tej zasadzie pozostaję wierny.
Czy ma pan jakieś marzenie związane z fotografią? Jest coś co chciałby Pan uchwycić w obiektywie swojego aparatu a jeszcze nie miał okazji?
Ma to związek z tym, co robię od dwóch lat - wyjazdy dokumentujące architekturę gotyku i romanizmu. Marzenie moje jest takie, że chciałbym w kilka tych miejsc, w których już byłem (ale z tzw. zegarkiem w ręku), pojechać niezawodowo.
Czasem chodzi mi też po głowie (choć może trochę śmiesznie to zabrzmi, bo już nie jestem młodym człowiekiem), by móc zapisać na swoim koncie przeżycia związane z fotografią reportażową w czasie podobnych wydarzeń, jakie miały miejsce podczas rozruchów w Libii, czy Egipcie. Wybrać się na taką wyprawę reporterską, która niosłaby z sobą może i pewne niebezpieczeństwa ale także możliwość sprawdzenia się w innych warunkach.
Co mógłby Pan poradzić osobom, które swoją przygodę z fotografią dopiero zaczynają?
Przede wszystkim, żeby nie ulegali trendom, modom, robili swoje - to w czym czują się najlepiej. Życzę im w tym wiele cierpliwości przede wszystkim.
Ja mam dyplom technika fotografii - skończyłem technikum chemiczne na wydziale fotografii i fotochemii - jednak jako dorosły już, 28-letni człowiek, zdając egzaminy eksternistycznie i posiadając już spore doświadczenie w tej dziedzinie. Wiązało się to jednak z tym, że do wielu efektów, znanych zapewne zawodowcom, musiałem dochodzić sam - metodą prób i błędów. Dlatego polecam zagłębianie się w tajniki fotografii zanim podejdzie się do konkretnego tematu. Dzięki temu można uniknąć brnięcia w ślepe uliczki i popełniania wielu błędów, na które inni już znaleźli sposób.
Dziękuję bardzo za ciekawą rozmowę oraz zaprezentowane zdjęcia.
Dziękuję również.
Komentarze
Komentarze podlegają ocenie czytelników. Uzyskanie oceny -10 powoduje automatycznie ukrywane komentarza, a wpisy z oceną +25 oznaczone zostają znakiem "+"
Podświetl najnowsze:
Komentarzy: 4 | Ocen: 3 | Dodaj komentarz
mrs_bonejangles
| IP: DFE.306.DBF.342 Jak donosi nam wysłannik jasnej strony mocy Szymon Sedno a jemu donoszą szaraki i inne funiaki, Indor Giulio biega z wydrukami komentarzy do władz najwyższych (wskazując nr IP funiaków kłopotliwych) domagając się interwencji zbrojnej na redakcję wykropkowanych. Postanowiliśmy nr IP zaszyfrować, można porównać to z algorytmami kodującymi niemieckiej Enigmy. Ale cały czas mamy nadzieję, że nasz ukochany Indor wreszcie ujawni swoje wysokie IQ które pewnie jest na poziomie 350 i rozszyfruje nr IP. Jednak przez wiele lat Indor wysłannik ciemnej strony mocy prezentuje uparcie IQ na poziomie 0, a nawet czasem przy niektórych wypowiedziach jego IQ skacze na -13, ale jak to ze szkoły pamiętamy "pamiętaj .... nie dziel przez zero" /wpis sponsorowany przez Szymona Sedno
Jak działa szyfrowanie numerów IP
Idea wskazywania, które komentarze pisane są z tego samego nr IP pozostała. Szyfrujemy nr IP zamieniając go na cztero grupowy ciąg liter i cyfr. Dzięki temu czytelnicy nadal mogą rozpoznać czy jedna osoba nie dyskutuje sama ze sobą. Po najechaniu na nr IP podświetlą się te komentarze, które zostały napisane z tego samego nr IP. Zaszyfrowany numer IP tego samego autora w innym materiale będzie posiadał inne znaki. Przypominamy, że nr IP przypisany jest do łącza internetowego a z jednego łącza może korzystać naraz więcej komputerów np. kilka komputerów w biurze, w domu.
Niedziela, 10 Kwietnia 2011, 15:02
Ocena: 0 Odpowiedz Zgłoś do moderacji
~widz | IP: FC.293.FE.363 Jak donosi nam wysłannik jasnej strony mocy Szymon Sedno a jemu donoszą szaraki i inne funiaki, Indor Giulio biega z wydrukami komentarzy do władz najwyższych (wskazując nr IP funiaków kłopotliwych) domagając się interwencji zbrojnej na redakcję wykropkowanych. Postanowiliśmy nr IP zaszyfrować, można porównać to z algorytmami kodującymi niemieckiej Enigmy. Ale cały czas mamy nadzieję, że nasz ukochany Indor wreszcie ujawni swoje wysokie IQ które pewnie jest na poziomie 350 i rozszyfruje nr IP. Jednak przez wiele lat Indor wysłannik ciemnej strony mocy prezentuje uparcie IQ na poziomie 0, a nawet czasem przy niektórych wypowiedziach jego IQ skacze na -13, ale jak to ze szkoły pamiętamy "pamiętaj .... nie dziel przez zero" /wpis sponsorowany przez Szymona Sedno
Jak działa szyfrowanie numerów IP
Idea wskazywania, które komentarze pisane są z tego samego nr IP pozostała. Szyfrujemy nr IP zamieniając go na cztero grupowy ciąg liter i cyfr. Dzięki temu czytelnicy nadal mogą rozpoznać czy jedna osoba nie dyskutuje sama ze sobą. Po najechaniu na nr IP podświetlą się te komentarze, które zostały napisane z tego samego nr IP. Zaszyfrowany numer IP tego samego autora w innym materiale będzie posiadał inne znaki. Przypominamy, że nr IP przypisany jest do łącza internetowego a z jednego łącza może korzystać naraz więcej komputerów np. kilka komputerów w biurze, w domu.
Środa, 30 Marca 2011, 11:03
Ocena: 1 Odpowiedz Zgłoś do moderacji
~Nikon | IP: AF.361.AFF.302 Jak donosi nam wysłannik jasnej strony mocy Szymon Sedno a jemu donoszą szaraki i inne funiaki, Indor Giulio biega z wydrukami komentarzy do władz najwyższych (wskazując nr IP funiaków kłopotliwych) domagając się interwencji zbrojnej na redakcję wykropkowanych. Postanowiliśmy nr IP zaszyfrować, można porównać to z algorytmami kodującymi niemieckiej Enigmy. Ale cały czas mamy nadzieję, że nasz ukochany Indor wreszcie ujawni swoje wysokie IQ które pewnie jest na poziomie 350 i rozszyfruje nr IP. Jednak przez wiele lat Indor wysłannik ciemnej strony mocy prezentuje uparcie IQ na poziomie 0, a nawet czasem przy niektórych wypowiedziach jego IQ skacze na -13, ale jak to ze szkoły pamiętamy "pamiętaj .... nie dziel przez zero" /wpis sponsorowany przez Szymona Sedno
Jak działa szyfrowanie numerów IP
Idea wskazywania, które komentarze pisane są z tego samego nr IP pozostała. Szyfrujemy nr IP zamieniając go na cztero grupowy ciąg liter i cyfr. Dzięki temu czytelnicy nadal mogą rozpoznać czy jedna osoba nie dyskutuje sama ze sobą. Po najechaniu na nr IP podświetlą się te komentarze, które zostały napisane z tego samego nr IP. Zaszyfrowany numer IP tego samego autora w innym materiale będzie posiadał inne znaki. Przypominamy, że nr IP przypisany jest do łącza internetowego a z jednego łącza może korzystać naraz więcej komputerów np. kilka komputerów w biurze, w domu.
Piątek, 25 Marca 2011, 21:36
Ocena: -1 Odpowiedz Zgłoś do moderacji
Patryk
| IP: EBE.489.EAB.259 Jak donosi nam wysłannik jasnej strony mocy Szymon Sedno a jemu donoszą szaraki i inne funiaki, Indor Giulio biega z wydrukami komentarzy do władz najwyższych (wskazując nr IP funiaków kłopotliwych) domagając się interwencji zbrojnej na redakcję wykropkowanych. Postanowiliśmy nr IP zaszyfrować, można porównać to z algorytmami kodującymi niemieckiej Enigmy. Ale cały czas mamy nadzieję, że nasz ukochany Indor wreszcie ujawni swoje wysokie IQ które pewnie jest na poziomie 350 i rozszyfruje nr IP. Jednak przez wiele lat Indor wysłannik ciemnej strony mocy prezentuje uparcie IQ na poziomie 0, a nawet czasem przy niektórych wypowiedziach jego IQ skacze na -13, ale jak to ze szkoły pamiętamy "pamiętaj .... nie dziel przez zero" /wpis sponsorowany przez Szymona Sedno
Jak działa szyfrowanie numerów IP
Idea wskazywania, które komentarze pisane są z tego samego nr IP pozostała. Szyfrujemy nr IP zamieniając go na cztero grupowy ciąg liter i cyfr. Dzięki temu czytelnicy nadal mogą rozpoznać czy jedna osoba nie dyskutuje sama ze sobą. Po najechaniu na nr IP podświetlą się te komentarze, które zostały napisane z tego samego nr IP. Zaszyfrowany numer IP tego samego autora w innym materiale będzie posiadał inne znaki. Przypominamy, że nr IP przypisany jest do łącza internetowego a z jednego łącza może korzystać naraz więcej komputerów np. kilka komputerów w biurze, w domu.
Środa, 30 Marca 2011, 07:37
Ocena: 1 Odpowiedz Zgłoś do moderacji
Copyright Gniezno.com.pl ©Polecamy:
Agencja Interaktywna www.by.pl |
G28 |
GnieznoStacja |
Polonia Romanica |
Gniezno Dzisiaj |
360.Gniezno.com.pl |
Forum.Gniezno.com.pl
Gniezno.com.pl ul. 3 Maja 47 tel: 61 66 999 00
Gniezno.com.pl jest firmą niezależną oraz samofinansującą i nie korzysta ze wsparcia środków publicznych; rządowych, samorządowych ani UE.Nasze serwisy:
Gniezno.com.pl |
Agencja Interaktywna www.by.pl |
G28 |
GnieznoStacja |
Polonia Romanica |
Gniezno Dzisiaj |
360.Gniezno.com.pl |
Forum.Gniezno.com.pl
Czas wywołania: 1.1299 sekund, użyto 1.20MB pamięci.